fbpx

Zakupy są nieodłącznym elementem podróżowania, a Tajlandia zajmuje szczególne miejsce na mapie zakupowych rajów. Z przyjemnością dotykamy, wąchamy i kosztujemy przedmiotów pożądania na tutejszych targach, choć często ich cenę musimy sobie wynegocjować.

Wprawa w tej dziedzinie przyda nam się głównie na bazarach i w mniejszych sklepikach, gdzie ceny są napisane odręcznie lub w ogóle nie są wyeksponowane. Nie potrenujemy zaś targowania się w marketach czy eleganckich butikach.

Pływający targ

Czy Tajowie się targują?

Targowanie kojarzy nam się głównie z gwarnymi sukami w krajach arabskich. Tam to, czego tylko dotkniemy, natychmiast uznawane jest za sprzedane – taka zasada. Sprzedawcy są nachalni, nieustępliwi, mówią we wszystkich językach świata, a sztukę targowania się wyssali chyba z mlekiem matki. Nie każdy wie, że ceny często trzeba negocjować także w kraju o zupełnie innej kulturze niż arabska, położonym kilka tysięcy kilometrów dalej – w pięknej Tajlandii. No właśnie, a jak to wygląda tutaj? Czy musimy targować się w każdym sklepie? Czy sprzedawcy są natarczywi, niemili, obrażają się?

Jak się przygotować do zakupów w Bangkoku? 

  • Nie wyróżniajmy się ubiorem. To sprzedawcy ustalają ceny. Jeśli zobaczą, że masz na sobie markową koszulkę, na nadgarstku złoty zegarek, a w ręku drogą torebkę – cena pójdzie w górę. 
  • Przed zakupami warto zapoznać się ze średnimi cenami, np. w marketach. Dzięki temu zorientujemy się, co ile mniej więcej kosztuje w standardzie. Proponowane przez sprzedawcę na targu ceny zawsze są zawyżone. Spokojnie, można je zbić nawet o połowę. Nietaktem jest zbijanie ceny poniżej 30 baht. 
  • Gdy sprzedawca nie chce za bardzo zejść z ceny, możemy zapytać się, czy przy zakupie dwóch lub więcej towarów nie otrzymamy jakiejś zniżki. 
  • Jeśli jest za drogo – zawsze można po prostu odejść. Tajowie mają inne usposobienie niż Arabowie, którym zdarza się dosłownie obrazić na kupującego.
  • Po odejściu – bardzo prawdopodobne, że zostaniemy zawołani przez sprzedawcę, który zaproponuje niższą cenę. 
  • Nie obawiajmy się bariery językowej – podczas negocjacji cen idą w ruch kartki, palce i kalkulatory. 
  • Targowanie się może potrwać dłuższą chwilę – trzeba uzbroić się w cierpliwość i najlepiej potraktować to jako... atrakcję regionu.

Targowanie się to nie tylko zakupy, ale i możliwość porozmawiania, poznania lokalnej kultury. Jeśli jednak nie lubimy tego typu aktywności, nie jesteśmy dobrzy w negocjacjach i sprzedawcy łatwo to wykorzystują, możemy odpuścić sobie targowanie się i zrobić zakupy w markecie. A na bazarze tylko porobić zdjęcia.

Udane zakupy w Bangkoku w 5 krokach:

  • 1.

    1. Upust 30% to bardzo dobry początek negocjacji.

  • 2.

    2. Pośpiech nie jest najlepszym doradcą.

  • 3.

    3. Lepiej Ci pójdzie bez widowni.

  • 4.

    4. Kupując kilka rzeczy na danym stoisku, łatwiej o rabat.

  • 5.

    5. Nie bój się odejść – najpewniej zostaniesz zawołany z powrotem.